Zwrotka 1
Hotelowa kuchnia, para unosi się w górę,
Ty tam znowu tworzysz z serca swą naturę,
Mówisz, że bez wagi, na oko, na czucie,
Że przepis to tylko wskazówka w podróży, w locie.
Ja patrzę na Ciebie, Mareczku, mój tato,
Jak smaki i miłość mieszasz z czymś bogatym,
Każda łyżka zupy to kawałek Ciebie,
Co dajesz innym, nie myśląc o sobie.
Refren
Marku, tato, niech ten dzień zabrzmi jak śmiech,
Niech radość popłynie jak rzeka przez wiele lat jeszcze,
Marku, kochany, dziś świętujemy Cię,
Za każdy dzień, który dałeś mi — dziękuję Ci.
Zwrotka 2
Pamiętam maraton, kolana bolały,
Powtarzałeś w duchu: "jeszcze kilometr został",
Nie poddałeś się, choć nogi płonęły,
Bo uparty jesteś jak te zioła na balkonie zielonym.
Bazylia, mięta, rozmaryn w doniczkach,
Pielęgnujesz je czulej niż niejedna rączka,
Uczysz mnie cierpliwości bez wielkich słów,
Że piękno rośnie tam, gdzie jest trochę trudu.
Refren
Marku, tato, niech ten dzień zabrzmi jak śmiech,
Niech radość popłynie jak rzeka przez wiele lat jeszcze,
Marku, kochany, dziś świętujemy Cię,
Za każdy dzień, który dałeś mi — dziękuję Ci.
Przejście
Za smaki bez wagi, za upór w kolanach,
Za zioła pielęgnowane od samego rana,
Za to, że jesteś, taki, jaki jesteś,
Chcę, żebyś wiedział — jesteś moim szczęściem.
Refren
Marku, tato, niech ten dzień zabrzmi jak śmiech,
Niech radość popłynie jak rzeka przez wiele lat jeszcze,
Marku, kochany, dziś świętujemy Cię,
Za każdy dzień, który dałeś mi — dziękuję Ci.
Zakończenie
Marku, tato... dziękuję Ci.
Mareczku mój... kocham Cię.